Rozwój

Jak być razem i przetrwać?

Przez dnia 17 czerwca 2016

Jak być razem i przetrwać?

Gdybym wiedziała, jakie to ciężkie, to nigdy bym się w to nie pakowała. Never ever.

I ja też, mówi mąż do mnie.

Taka rzeczywistość. Bo romantyzm po wielu latach bycia razem i trzymanie się za rączkę to już nawet w Hollywood nie ma. Bo jak już Brangelina się rozwodzi, to to jest chyba koniec świata. Nikt się na to nie nabiera.

Długoletni związek, czy to wolny, czy zarejestrowany pod tytułem małżeństwo, to jest harówa, zmęczenie rodzinnych urlopów i krótkie chwile samotności we dwoje. I nawet wtedy wcale też nie musi być romantycznie, bo często chce się iść spać. Po prostu.

Jak się jest parą, mieszka się osobno, ściska po bramach, to mamy tę nieznośną, piękną lekkość bytu. Świat nasz, imprezy do rana i życie takie cudne. I tak byśmy chcieli, żeby nam tak zostało. Lekko, całuśnie i na wieki wieków.

Ale biała kiecka, wypasiony garnitur i mamroty przed księdzem że cię nie opuszczę  aż do śmierci zmieniają wszystko.

Bo nagle się okazuje, że zamiast motyli w brzuchu jest toczona kulka codzienności. I każde z nas sobie inaczej to wspólne bycie 24/7 inaczej wyobrażało.

I oczekiwało.

Nie byliśmy przygotowani, czym naprawdę jest miłość, a nie zakochanie. I bycie razem.

Bo bycie razem nie jest tylko uniesieniem, wspólnym zasypianiem po mega seksie. Romantycznym wieczorem, opalonym ciałem latem. Bycie razem jest przede wszystkim codziennym kompromisem. Jest troską, strachem, wspólnymi kłopotami. Rozumieniem, codziennym poznawaniem i akceptacją.

Jest rezygnacją z bardzo wielu rzeczy, szczególnie, kiedy zostajemy rodzicami.

Dostajemy nowe role. Bycie parą schodzi na dalszy plan, a najważniejsze to praca w teamie. Bo tylko tak można w miarę bez ubytków dla związku przetrwać pierwsze kilka lat w roli mamy i taty.

Bycie razem to cholernie trudna praca.

Bo łatwo być razem, jak jest dobrze.

Jak jesteśmy młodzi, zdrowi, przebojowi i wszystkiego nam się chce.

I przecież niby świetnie wiemy, że życie to przede wszystkim trudna podróż z kilkoma pięknymi widokami. Ale koncentrujemy się na widoku, a nie na drodze. I kiedy przychodzą kłopoty, bo pieniędzy nie starcza, albo rodzicielstwo przerasta, to uciekamy.

Nie chcemy naprawiać. Chcemy, żeby było bezproblemowo. Chcemy szybkich, prostych rozwiązań. 

Wynosimy się najpierw z sypialni, potem z domu. Coraz częściej na solówki z kumplami, drinki z dziewczynami. Żeby tylko nie być ze sobą. Nie konfrontować. Jest fajniej z paczką znajomych, niż popracować nad związkiem. Bycie z kimś sam na sam nie jest tak ekscytujące, jak bycie wśród ludzi i zabawa do rana. Ma być miło i lekko.

I niby jesteśmy ze sobą, ale tak naprawdę obok, a czasem mile świetlne od siebie. I zostaje klasyczna wersja: jesteśmy razem, bo mamy dzieci.

Wersja light. W wersji hard rozwód.

Nie mamy czasu na to, żeby związek dojrzał. Przy pierwszych zawirowaniach prościej jest z niego zrezygnować. Odpuścić.

Takie czasy. Wszystko można wymienić.

Wartości też.

I emocje.

Internet ma to wszystko w prędkości światłowodowej. Ekscytację, uniesienia, zachwyt. Co sekundę nowe. Nie potrzeba do tego drugiej osoby.

I takiego chcemy życia. Bez komplikacji. Chcemy kariery i wartości materialnych.

I nie mamy tak wiele rozwodów i rozstań dlatego, że kobiety są bardziej samodzielne i wyzwolone, a mężczyźni bardzie niż kiedyś szukają zdrady. To jest skutek.

Dlatego, że rozstać się jest najprościej.

Nie trzeba nic robić. Brać odpowiedzialności.

Nie trzeba nad związkiem pracować.

Nie trzeba pracować nad sobą.

Kochamy nasze dzieci. Poświęcamy im czas, rozmawiamy z nimi. Dbamy o nie. Dostajemy z powrotem miłość, szacunek, całusy.

A co z nami?

Mądrzejsi mówią, że dopiero wtedy, jak się nie ma w stosunku do siebie oczekiwań i nie jest się sobie nawzajem potrzebnym, jest się gotowym na miłość i związek. To znaczy – jestem samowystarczalny, mogę równie dobrze być bez Ciebie, ale fajnie z Tobą dzielić moje życie, więc zostaję.

Dla mnie to już wyższa półka buddyzmu, coś takiego może w przyszłym karmicznym wcieleniu.

Wystarcza mi obustronnie rozumiana równowaga. Do tego od czasu do czasu konkretny feedback i dużo bliskości.

Bycie razem ever to decyzja, że bierzesz, ale też dajesz. Że się dzielisz. Poświęcasz. Jesteś. Że dbasz.

Ta miłość to cholernie ciężka praca.

Dlatego pewnie w naszych szybkich czasach tak trudno ją zatrzymać. I siebie przy sobie nawzajem.

Pozdrawiam serdecznie. Cmok.

Tagi
RELATED POSTS
  • Ula z prostoofinansach

    ech…. pięknie to napisałaś <3
    Ciężka praca… u mnie już 25 lata minęło razem. Wspólne życie to sztuka kompromisu. Cieszenia się tymi widokami…. I nie chodzenia na łatwiznę 😉 Równowaga i … ta większa samodzielność. Hmmm zamyśliłam się…

    • Gratuluję, Ula:)))
      Kompromis i praca… Bo nawet najgorętsza miłość niczego nie załatwi, jak nie ma wspólnej pracy nad związkiem i myśleniem o związku, a nie tylko o ego…dlatego to takie trudne…
      Ściskam serdecznie:)

  • Masz wiele racji. Zastanawiam się czy takie podejście – nie naprawiać, nie brać odpowiedzialności – nie wynika z braku dojrzałości? Kiedyś 3 letnie dzieci pasały gęsi i krowy, teraz dziecka do któregoś roku życia (13???) nie wolno zostawić samego. Kiedyś 15 lat, to była absolutna dorosłość. Teraz teoretycznie 18, ale praktycznie 26. Jeżeli przeżywasz 1/3 życia nie musząc się o wiele martwić, czy chcesz wydorośleć? Czy chcesz brać odpowiedzialność?
    Przyznaję, że w swoim życiu miałem taki okres, że chciałem żyć łatwo. Nie spodziewałem się, że jest to aż tak nudne. Nadal boję się trudnych sytuacji, konfliktów, ale coraz bardziej je doceniam. Rozwiązywanie trudności rozwija. Ucieczka do niczego nie prowadzi…

    • Brak odpowiedzialności jest po prostu bardzo wygodny. Nic nie musisz robić, a nawet jak się nie uda, to można ponarzekać i wywołać współczucie. Odpowiedzialność jest pracą, a najtrudniejsza robota to praca nad samym sobą;-)
      Ciekawa refleksja- masz mój ogromny szacunek- stwierdzenie, że łatwe życie jest nudne….
      I tez uważam, że trudności rozwijają. W końcu to jest chyba główny sens naszej egzystencji? Zaglądać w siebie i być lepszym:)
      Pozdrawiam ciepło.

  • Bycie razem t o też praca… i dbanie o swój związek na co dzień i od święta. Wiem co piszę – minęło 25 lat od sakramentalnego TAK

  • Bycie razem, miłość to moim zdaniem głównie postawa do drugiego człowieka. Moim zdaniem to jakie my mamy do tego podejście wynika z wielu kwestii.Wychowanie, wzór z domu- to moim zdaniem ma duże znaczenie. Rzeczywiście czasy w których żyjemy powodują, że bardziej przychodzi nam na myśl zmiana związku na nowy niż praca nad nim. Bo praca nad związkiem to też praca nad samym sobą. Łatwo się rozstać, ale to nie zmienia tego, że pewne problemy pojawią się znowu. Bez pracy nad sobą i odpowiedniej refleksji nic się w naszym życiu nie zmieni.

    • Dziękuję za taki mocny, refleksyjny komentarz:) i bardzo zgadzam się z Twoim zdaniem, że praca nad związkiem, to też praca nad sobą. Dlatego często najprościej jest zrezygnować.

  • Dzisiaj ja troszkę z czarnej dziury. Wróciłam po tygodniu bycia w chmurkach i spadła na mnie taka zwykła codzienność z jej wszystkimi konsekwencjami. Ja mam Aga taką refleksję po przeczytaniu Twojego tekstu, że czasem trzeba pozwolić się „dziać” rzeczywistości tak jak sobie chce. Czasem i w związku trzeba na chwilę odpuścić. Bo i tutaj perfekcja nie jest zawsze możliwa, a perfekcjonizm wskazany. Ja już dałam sobie to przyzwolenie. Pewnie, że dbam, ale chcę też trochę egoizmu i mojej własnej prywaty. Trochę przestrzeni … To chyba taki markotny komentarz „tu i teraz”.

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.