Rozwój

Jak radzić sobie z prokrastynacją?

Przez dnia 2 lutego 2016

Jak się zorganizować?

Przyszło nam żyć w świecie, który narzuca nam coraz więcej obowiązków. Pracujemy, wychowujemy,  chcemy się rozwijać i jeszcze mieć czas na to, żeby po prostu przez chwilę nie robić nic.

Kiedy nasze codzienne listy to-do są za długie, do głosu dochodzi nasz wewnętrzny system samoobronny. Wykorzystujemy każdą okazję, żeby realizację zaplanowanej czynność oddalić w czasie.

Zanim zabierzemy się do pracy, jeszcze sprawdzimy maila i fejsbuka. Obdzwonimy kilka koleżanek i znajdziemy jeszcze kilka innych nie cierpiących zwłoki spraw do załatwienia.

To właśnie jest prokrastynacja.

Definicja.

Prokrastynacja zdaje się być nie tylko modnym ostatnio tematem tekstów psychologicznych i poradnikowych, ale także gabarytowo coraz większym zjawiskiem społecznym.

To taka usterka w naszej produktywności, która działa w myśl starej zasady: co masz zrobić dziś, zrób jutro.

Nauczę się później,  projekt zacznę robić jutro, a ważne decyzje przesunę na bliżej nieokreślony czas, bo dzisiaj nie mam głowy.

Co ciekawe, zjawisko to nie występuje u dzieci, prokrastynacja pojawia się dopiero w wieku około nastolatkowym, by nasilić się u ludzi dorosłych.

Dotknięci tym schorzeniem ( bo niestety zdarza się, że przybiera ona rozmiary patologiczne i wtedy potrzebna jest interwencja psychologiczna, a nawet medyczna) w społeczeństwie pokutują jako lenie, ludzie niesolidni i mało ambitni. Niesłusznie zresztą, ponieważ jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Świński piesek.

W języku niemieckim funkcjonuje prześliczne określenie na prokrastynację.

Za nasze maniakalne, przesuwactwo odpowiada Schweinehund, czyli świński piesek.

Co ciekawe, siadając do pisania tego tekstu, byłam naprawdę absolutnie przekonana, że mnie zjawisko nie dotyczy.

Bzdura. Oczywiście, że dotyczy. Mój świński piesek bardzo radośnie machał ogonkiem.

Dowód.

Niedzielne przedpołudnie, wykonałam już kilkanaście rzeczy i zadań domowo-pedagogicznych. Chcę z lekkim uczuciem i wolną głową usiąść do laptopa. Do tego momentu wszystko było jeszcze bardzo poprawne.

Ale jak już usiadłam, to przypomniałam sobie, że ciągle jeszcze nie rozejrzałam się za nowym notatnikiem. Notatnikiem, w którym mogłabym zapisywać rzeczy i słowa ważne oraz moją listę zadań specjalnych do wykonania. W tym celu weszłam na chwiiiilkę na Pinterest i zwariowałam. Straciłam ponad godzinę, przy okazji odkrywając kilka nowych ścianek, niezłych cytatów, które mnie zainspirowały i kilka tapet do mojego telefonu.

Ale nie pasujący kalendarz do wydrukowania. Ponieważ go w końcu w ogóle nie szukałam.

Jak już wyszłam z Pinteresta i zreflektowałam, włączyłam program do edycji tekstów. Zanim napisałam pierwsze zdanie, wykonałam następujące czynności:

– zrobiłam sobie herbatę.

– poczułam, że zimno mi w stopy i poszłam po skarpety,

– poczułam, że zimno mi ogólnie i poszłam po sweter,

– mijając łazienkę przypomniałam sobie o niepowieszonym praniu i powiesiłam je,

– dalej czując chłód zrobiłam rundę po mieszkaniu i pozamykałam wszystkie okna,

– mijając ponownie łazienkę, zobaczyłam swoje odbicie w lustrze i postanowiłam natychmiast zrobić make up, ponieważ wyglądałam tragicznie,

– na skutek niskiego ciśnienia, szum w uszach miałam tak niemożliwy,  że musiałam odnaleźć telefon, żeby włączyć jakąś muzykę, która ten szum zagłuszy,

– potem bardzo długo szukałam muzyki, która będzie mi pasować,

– potem się wkurzyłam, bo nagle telefon zaczął pipkać,  dostałam naraz setki mali i milion esemesów,

– musiałam wynieść telefon.

W końcu poczułam się znużona i załamana. Pomyślałam, jak fajnie odwrotnie  zadziałało tu prawo Pareta: tak niewiele czynności najprawdopodobniej doprowadzi mnie do tak wielkiej porażki, jaką jest nienapisany tekst. Brawo ja.

Mój świński piesek miał nagle gabaryty dobermana.

Nie, nie, nie poddałam się. Znowu doszłam do siebie, zreflektowałam i naprawdę zaczęłam pisać.

Przede wszystkim dlatego, że wiedziałam, że mój czas jest bardzo ograniczony. Dzieci płci obojga w moim  domu wytrzymują bez lania siebie nawzajem tak około czterdziestu minut. Wiedziałam, że albo się ogarnę i potraktuję poważnie, albo ani tekstu, ani dobrego samopoczucia.

Dlaczego przesuwamy?

 Powodów jest kilka.

– ponieważ wolimy spędzać czas przyjemnie, a nie na pracy,

– ponieważ boimy się, czy podołamy zadaniu- tu najbardziej dotknięci są nigdy nie zadowoleni perfekcjoniści,

– ponieważ każde nowe zadanie do wykonania wiąże się z o przyjęciem na siebie pewnej formy odpowiedzialności

i to jest chyba słowo klucz do uzasadnienia fenomenu prokrastynacji.

Uda mi się? Czy wynik będzie satysfakcjonujący? A może będą chcieli, żeby zrobić jeszcze więcej?

Ponoć są dwa typy przesuwaczy.

Pierwszy to ten, który czeka do ostatniej minuty z wykonaniem zadania. Tłumaczy, że taki bodziec powoduje, że wchodzi w fazę największej swojej kreatywności. W rezultacie faktycznie coś robi.

Drugi, ze strachu przed tym, że zawiedzie, znajduje setki wymówek, żeby ostatecznie nie zrobić niczego.

Z prokrastynacją da się walczyć, albo przynajmniej wyraźnie ją storpedować. Oto lista czynności, które nam pomogą i odświeżą naszą produktywność.

11 rzeczy, dzięki którym świński piesek nie będzie nam tak bardzo utrudniał życia.

1. Zrób listę priorytetów.

2. Deleguj zadania:).

3. Oddal od siebie wszystkie i-coś tam.

4. Pracuj w systemie. Ja np. 50 minut pracuję, a potem mam kilka minut przerwy.

5. Pamiętaj o zasadzie Pareto (20% czasu poświęconego czasu na coś, wypracowuje 80% efektu końcowego).

6. Zastanów się, kiedy przypada czas twojej największej wydajności- niektórzy uwielbiają pracować rano, inni wieczorem.

7. Naucz się mówić nie przeszkadzaczom.

8. Zaczynaj od najtrudniejszego zadania.

9. Wizualizuj efekt końcowy.

10. Nagradzaj się, nie samą pracą człowiek żyje.

11. Zainwestuj w dobry kalendarz. Taki, w którym jest lista na rzeczy ważne, mniej ważne i priorytetowe. To pozwala też na chwilę refleksji nad tym, co naprawdę wymaga natychmiastowego działania. I dobrze organizuje czas.

Albo zastosuj radę Austina Kleona, czyli

praktykuj produktywną prokrastynację.

Jeśli czujesz, że przy jednej rzeczy, albo projekcie nie idzie, przeskocz do drugiego i tam popracuj. To z kolei wymaga włączenia multitaskingu, ale co tam. My kobiety mamy to przecież we krwi.

Myślę, że najważniejsze to znaleźć równowagę. Prokrastynacja to często sygnał, że naprawdę za dużo mamy na plecach.

Złotym środkiem jest organizacja i odpowiedź na bardzo ważne pytanie:

czy my to wszystko naprawdę musimy robić same?

Pozdrawiam mocno.

 

 

Tagi
RELATED POSTS
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.